W pracy

Psychoszef!

Najważniejsze wydarzenia
  • Knowledge is power
  • The Future Of Possible
  • Hibs and Ross County fans on final
  • Tip of the day: That man again
  • Hibs and Ross County fans on final
  • Spieth in danger of missing cut

W pracy bywa różnie, to wszyscy wiemy. Jako pracownicy, często możemy, niestety, stwierdzić, że nie jest kolorowo.

Daleki jestem od obrażania kogokolwiek, bo sam miałem już przyjemność często pełnić dosyć poważne funkcje w firmach, w których byłem zatrudniony.

Dzięki temu mogę spojrzeć na relację szef-pracownik z dwóch stron barykady.

Nie będę skupiał się tutaj na szefach “normalnych” czy nieudolnych, bo nie każdy jest stworzony do zarządzania ludźmi, ale np. ma smykałkę do robienia pieniędzy.

Można więc powiedzieć, że nie myli się ten, który nic nie robi.

Skupię skupię się na psychoszefach, bo z takimi także miałem do czynienia zarówno ja, jak i ludzie, z którymi spotykam się na co dzień. 

Szef 1

Miałem kiedyś przyjemność pracować w firmie, którą zarządzał naprawdę mocny charakter. Piszę “przyjemność”, bo jestem typem człowieka, który uwielbia poznawać, badać i przeżywać. To była naprawdę twarda szkoła  zarządzania!

W ten sposób nauczyłem się, jak nie zarządzać ludźmi, a że przeszedłem taką lekcję praktycznie na początku mojej kariery zawodowej, to ukształtowało mnie to na późniejsze lata.

Człowiek, który zarządzał dużą firmą, a nawet grupą firm, był osobą z szemraną przeszłością, miał także problemy z używkami. Pracowników traktował jak pionki na planszy, które śmiało, o czym mówił głośno – można z tej planszy zrzucić, kiedy się chce.

Normalne było to dla niego, że potrafił wysłać pracownikom e-maila:  “od dzisiaj wszyscy zarabiacie połowę mniej, albo wypierdalać”. Co ciekawe, nie chodziło tutaj o klasyczną sytuację, gdy firma przynosi straty. W tym przypadku prezes miał po prostu zły dzień.

Znane było w firmie powiedzenie dotyczące wietrzenia pomieszczeń biurowych. Polegało to na tym, że pan prezes brał listę pracowników i pokazywał palcem kogo zwolnić.

Ważne jest to, że nie miał on często nawet pojęcia, czym dany pracownik się zajmuje. Tak mu się wylosowało.

Z punktu widzenia szefa, stworzył firmę idealną: nikt nie przychodził po podwyżkę, nikt nie marudził, wszyscy ciężko pracowali i mało zarabiali. Ten punkt widzenia okazał się jednak złudny i doprowadził do upadku firmy.

Co prawda firma dalej istnieje, ale jest ubogą wersją potentata sprzed lat. Właściciel, który myślał, że panuje nad wszystkim, był w ogromnym błędzie.

Przez lata pracownicy oszukiwali górę, tworząc fikcyjne raporty o przychodach. No bo tego szef wymagał: żeby było dużo i fajnie. I było, tyle że każdy bał.się powiedzieć prawdę, wprowadzić zmiany w firmie w obawie przed zwolnieniem

Pompowano więc balon, który w końcu pękł, a nawet można powiedzieć bardziej dosadnie – wybuchł.

Na nic się zdały nieudolne próby ratowania firmy, spotkania z pracownikami i próby pokazania im, że prezesowi zależy na ludziach tworzących firmę. Nawet organizacje wyjazdów za granicę dla kilkunastu pracowników nie pomogły.

Wszystko się sypało, bo ludzie nie czuli się w firmie komfortowo. Na końcu najlepsi pracownicy wreszcie powiedzieli “dość” i odeszli, przy okazji zabierając ze sobą całe mnóstwo wartościowych klientów i danych, które były ogromną wartością przedsiębiorstwa.

Tak po ludzku wam powiem, że szkoda mi było zarówno firmy, jak i jej prezesa. Firma miała bowiem przeogromny potencjał, ale przez złe decyzje kadrowe i słabe zarządzanie nie wykorzystała swoich pięciu minut.

Szkoda mi pracowników, bo była to grupa wspaniałych ludzi, którzy w tej trudnej rzeczywistości tworzyli naprawdę fajną ekipę. O ich zdolnościach świadczy to, gdzie po odejściu znaleźli pracę. Są pracownikami największych polskich firm i to na dobrych stanowiskach.

Rynek docenił to, że potrafili ciężko i sumiennie pracować. Bo rynek wiedział z jakiej firmy wyszli.

No i na koniec powiem wam szczerze, że żal mi trochę właściciela. Po latach okazało się bowiem, że to jest dobry człowiek, ale pieniądze, używki i to, że nikt właściwie nie nauczył go zarządzania ludźmi, doprowadziły do tego, że zniszczył projekty, którym poświęcił życie.

Czasami warto więc zainwestować w kadrę menadżerską z prawdziwego zdarzenia. Bo zarządzanie z fotela prezesa, bez kompetencji w tym zakresie, może przynieść opłakane skutki.

Szef 2

Kiedy mniej więcej w połowie liceum uświadamiasz sobie, że nie zrobisz kariery hiphopowej, zaczynasz myśleć o “normalnej” pracy. Widzisz, że lubisz i umiesz pisać, więc może dziennikarstwo? Rodzina i znajomi wspierają Cię w tych marzeniach i utwierdzają w tym wyborze.

Po kilku latach bezpłatnych praktyk i staży, a później potwornie męczącej psychicznie pracy w call center za marne grosze zdobywasz pierwszą ZAROBKOWĄ pracę w mediach.

Bierzesz, co się trafi, czyli portal, o którym opinie doskonale znasz, bo nieraz już słyszałeś o szatanie w płatkach śniadaniowych i podobnych treściach, ale tam jest polityka, tam można pisać artykuły, przeprowadzać wywiady, czyli coś, co lubisz.

Idziesz na rozmowę, gdzie zaprasza cię zastępca redaktora naczelnego. Rozmawiasz z nim i właścicielem portalu oraz kilku innych dobrze prosperujących biznesów. Wiesz, że portal identyfikuje się z katolicyzmem, liczysz zatem na chrześcijańską kulturę zarządzania.

Redakcja (a raczej to, co kiedyś nim było, bo zakurzony pokoik i kilka tak samo zakurzonych stanowisk do pracy, a także stare bilety, notatki i inne szpargały wskazują, że ktoś tam kiedyś pracował, ale od dłuższego czasu większość ludzi nadaje z domu) mieści się w kamienicy, w sąsiedztwie prywatnej kancelarii adwokackiej.

Słyszysz od zastępcy redaktora naczelnego (właściwego redaktora naczelnego nie było, tę funkcję pełnił właściciel portalu, czyli jeden z bohaterów niniejszego tekstu, Szef 2.), że prezes będzie coś czasami wysyłał i trzeba to robić.

Myślisz: no dobra, on zatrudnia, on płaci, to nie dziwne, że chce mieć coś do powiedzenia.

I nagle zaczyna się: dostajesz na skrzynkę mailową od cholery linków opisanych jakimś dziwnym językiem, z różnych źródeł, ze zdjęciami branymi skąd popadnie, żądaniem sklejenia tych zdjęć ze sobą, o bardzo różnej tematyce i nierzadko z bardzo chamskimi tytułami.

Ukrzyżowany Jezus przeplata się z pieczonymi żeberkami z grilla. Głosowanie nad ustawami sądowymi z czarnuszką, która wyleczy wszystko oprócz śmierci.

Nowenna do Matki Bożej Rozwiązującej Węzły z artykulikiem o tym, że jeden z byłych prezydentów RP w dzieciństwie sikał do kościelnej kropielnicy.

Właścicielowi zmieniają się cały czas koncepcje, ale jedno jest pewne: jest cięty na “ruskich agentów”. I nie, w większości nie są to osoby, którym udowodniono pracę dla obcego mocarstwa i które odpowiadają za to karnie.

To po prostu wszyscy politycy, publicyści i blogerzy na prawo od PiS. Wszyscy, którzy choćby w jednym aspekcie nie zgadzają się z USA.

W efekcie niektórzy fajni i mądrzy rozmówcy stwierdzają, że nie będą udzielać wywiadów Twojemu portalowi, dopóki właścicielem jest Szef 2, ponieważ czują się przez niego obrażani.

Stały temat to rzekomi ruscy agenci, inne leitmotivy to gwałty islamistów, gender (przy czym właściciel portalu nie rozumie tego terminu i podczepia go pod niemal wszystko), Żydzi lub koniec świata. Oprócz tego religia.

Raz okazuje się, że dajesz za dużo religii i dostajesz zjebkę. Raz, że za mało i też dostajesz zjebkę. Raz masz dawać religię rano, raz wieczorem, innym razem okaże się, że po południu i za to, że dasz wieczorem, dostajesz zjebkę.

Czasami mają być “cuda” typu amputowana noga, która w XV wieku odrosła jakiemuś gościowi za przyczyną Maryi, raz artykuły o szatanie, który dotknięty relikwią Jana Pawła II zawył: weź tego Janka.

Innym razem- jakieś mądre teksty o ważnych zagadnieniach związanych z wiarą i wszystkim, co z nią się wiąże. Jeżeli nie wcelujesz w preferencje Szefa 2, co do poziomu treści religijnych, zgadnij, co się stanie?

Tak, dostaniesz zjebkę! Dopóki jest w redakcji zastępca naczelnego, wszystko jakoś się trzyma.

Inaczej, gdy ta osoba z dnia na dzień po prostu ucieka, nawet niespecjalnie się komukolwiek spowiadając, ponieważ robiła za worek treningowy Szefa 2. Wówczas dopiero zaczyna się jazda.

Ponieważ wcześniej odchodzi jeszcze jedna osoba (co przynajmniej zapowiadała już przedtem), dostajesz wprawdzie podwyżkę, ale nagle okazuje się, że: za mało, za wolno, za mały ruch.

Na skromnym portaliku oczekują od Ciebie zasuwania jak w TVP Info, TVN24 czy innym serwisie informacyjnym związanym z dużą stacją telewizyjną. Tyle że w takich redakcjach pracuje zwykle więcej osób i jest coś takiego jak chociażby newsroom.

Tu jest szef, trzy osoby, w tym Ty, i jeszcze dwie nowe, które trzeba wdrożyć do pracy. Na dyżurze jesteście albo we dwoje, albo w pojedynkę.

Całkiem spoko sytuacja, pod warunkiem, że nie jest to dzień pogrzebu Pawła Adamowicza lub Jana Olszewskiego czy np. ważne sejmowe głosowanie.

Sejmowe komisje śledcze mielą w kółko to samo i nikt już tego nie ogląda, poza tym portalem zajmuje się ktoś inny, a ty akurat przeprowadzasz wywiady?

I tak dostaniesz zjebkę, że nie relacjonowałeś komisji ds. Amber Gold. Kiedy próbujesz się tłumaczyć, Szef 2 nie daje ci w ogóle dojść do słowa, krzyczy jak opętany.

Nic nie grzeje? Trzeba zakładać lewe konto na Facebooku i… spamować. Dołączać do jakichś kosmicznych grup złożonych w dużej części albo z trolli takich samych jak i Ty w danym momencie, albo z fanatycznych polityków. Nie ma że wrzucisz na jedną grupkę i nara.

Masz całą listę, ze współpracownikami opracowujecie system, taką tabelkę: tu pisowskie, tu religijne, tu antypisowskie i jeszcze tam jakieś, i… nawalacie!

Można też robić to pod własnym nazwiskiem, ale pytanie czy chcesz ośmieszać się artykułami o tym, że szkolny kolega Lecha Wałęsy twierdzi, że późniejszy przywódca “Solidarności” w wieku 9 lat nasikał do kropielnicy.

Szef 3

A gdyby tak wykorzystać syndrom sztokholmski w zarządzaniu pracownikami? W ten sposób stworzysz idealną firmę, z której nie chce się odchodzić. Oczywiście tak to wygląda z Twojej perspektywy.

Wyobraź sobie małą firmę rodzinną. Zajmującą się produkcją mebli tapicerowanych. Firma ma dobrą pozycję na rynku, spore zamówienia.

Co ciekawe odpowiada za to grupa “ćwierćinteligentów”, “matołów”, “złodziei”, za których trzeba wszystko robić, za których trzeba myśleć i wszystko pokazywać palcem.

Jak to możliwe? Prawda? Tak wyglądają pracownicy z punktu widzenia właściciela. Klasyczna zjebka jest tutaj na porządku dziennym, no bo trzeba trzymać odpowiedni poziom stresu, żeby się bydło za dobrze nie poczuło.

Ci pracownicy zasuwają jak pszczółki. W firmie nie ma żadnej struktury, co oznacza, że każdy robi wszystko.

Jesteś od zbierania zamówień, poprzez pakowanie towaru, czasami także pomagasz tapicerom, jeździsz na spotkania z klientami, targi, a kiedy “się nudzisz” to zmywasz naczynia, albo zbierasz śmieci wokół budynku.

W zamian otrzymasz pensję. Świetnie prawda? Możesz też liczyć na liczne bonusy, np. kiedy podczas produkcji kanapy poplamiła się tkanina, to możesz sobie ją wziąć do domu i to za darmo. Doskonale, prawda?

Owocowe czwartki? Oczywiście, ale musisz przynieść ze sobą owoce. Kawa, herbata we własnym zakresie, byle bez cukru, bo cukier zabija, a gdy szef zobaczy, że słodzisz, to będzie wykład i zjebka.

Rozwój pracownika? Brzydko mówiąc, stawiamy tu raczej na niedorozwój. Im głupszy pracownik, tym lepszy, więc nie waż się doszkalać, czy to w ramach swoich zadań, czy nawet idąc na studia. Tu nie ma na to miejsca.

No i mamy firmę idealną, gdzie wszyscy pracownicy są grzeczni, nikt nie przychodzi po podwyżkę, nikt nie odchodzi z firmy. Są duże zyski, koszty małe. Idylla.

Co z tego, że czasem tapicer czy magazynier zadzwoni 30 minut po tym jak powinien być w pracy i powie, że nie przychodzi bo się źle czuje (tak naprawdę to ma szefa w dupie i czeka aż go zwolni). Masz innych, którzy będą robić za niego (dlatego struktury w firmie są zbędne).

Taki szef nie zwraca uwagi na znaki, które dostaje od pracowników. Ich częste zwolnienia chorobowe, czy brak atmosfery w firmie. Cieszy się tym, bo nie plotkują, a jeszcze donoszą na siebie. Sytuacja idealna.

Idealna do czasu. Ten stan doprowadza do wykończenia psychicznego pracownika, który kończy na ostrych psychotropach lub po prostu z pętlą na szyi na środku magazynu.

Zarządzanie strachem, to najgorszy sposób, jakim można zarządzać w firmie, a syndrom sztokholmski to naprawdę nie jest powód do dumy. 

Tagi
Pokaż więcej

Podobne artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Back to top button
Close
Close