Diabiator

Sport, a cukrzyca, czyli ile mi można?

Najważniejsze wydarzenia

  • Knowledge is power
  • The Future Of Possible
  • Hibs and Ross County fans on final
  • Tip of the day: That man again
  • Hibs and Ross County fans on final
  • Spieth in danger of missing cut

Kiedy w 2008 roku zdiagnozowano u mnie cukrzycę byłem baleronem, który dobijał do 116 kg.

Sportem w zasadzie się nie interesowałem. Czasem siłownia, ale sporadycznie.

Byłem ziomem z osiedla, miałem swój program w Telewizji, bawiłem się dobrze.

Diabiator prosiaczek. Lata temu jako gwiazda TV ;-)
Diabiator prosiaczek. Lata temu jako gwiazda TV 😉

Kiedy dowiedziałem się, że mam cukrzycę, usłyszałem, że ze sportu to zostały mi spacery, jazda na rowerze i pływanie.

Mam zapomnieć o sportach wyczynowych, bieganiu, nawet siłownia to nie bardzo.

Tak wyglądała wiedza medyczna lekarzy. W sumie wtedy mnie to i tak nie interesowało bo ćwiczyć to za bardzo nie ćwiczyłem.

Ratowało mnie wtedy chyba tylko to, że nie miałem prawo jazdy i jeździłem autobusami, bo tak to pewnie przy 170 cm wzrostu dobiłbym pewnie do 150 kg.

Nadszedł czas kiedy zacząłem się interesować sportem, jak to zmieniło moje życie i moją cukrzycę?

Diabiator podczas biegania w lesie
Biegnij Forest. Uwielbiam ten tekst i sam w życiu go stosuję!

Kiedy zaczęła się moja przygoda ze sportem, a lepiej późno niż w cale okazało się, że nie mam cukrzycy typu 1, tylko 2.

Dla tych co nie wiedzą na czym polega różnica to tak w mega skrócie – cukrzyca typu 1 to insulina, a 2 to tabletki.

Choć skrót jest mega ogólny to w przybliżeniu u mnie wyglądało to tak – dziennie 5, 6 zastrzyków po 8-10 jednostek insuliny.

Teraz jadę na 2 tabletkach dziennie, bez kłucia w brzuch czy uda. Czasami badam cukier 5-6 razy dziennie, czasami 2 razy dziennie.

Czasami kupię sensor Freestyle Libre i daję na dwa tygodnie odpocząć paluchom.

No dobra, ale wracam do sportu.

Sport czyli nowy ja.

Od 60 dni sport na dobre już chyba zagościł w moim życiu.

Pewnego dnia po prostu wstałem i poszedłem pobiegać i tak mi zostało.

Aktualnie staram się przebiegać 40-50 km w tygodniu, a do tego 2 treningi bokserskie i 1 raz siłownia.

Wciąż jednak czegoś szukam i na razie czas niestety nie pozwala na więcej, ale chciałbym jeszcze pójść i nauczyć się pływać.

Czasami do tego wszystkiego przejadę się do pracy rowerem. 10 km w jedną stronę.

Co sport zmienił w moim życiu?

Zrzucam kilogramy, czuję się lepiej, nie chodzę non stop śpiący, zmęczony. Mam energię do codziennych obowiązków i przyjemności.

Moje ciało się zmienia, zauważam to przed lustrem, czy podczas mycia. Tam gdzie jeszcze niedawno był tylko tłuszcz, teraz są mięśnie.

No i przede wszystkim i to co najważniejsze – CUKRY!

Kiedyś to była masakra. W czasach insuliny zdarzały mi się nawet 2, 3 razy dziennie spadki cukru, na szczęście wyczuwałem je.

Miałem też cukry po 400-500.

Teraz w epoce tabletek, diety i sportu cukry są po 80, 100, góra 180.

Największe są najczęściej podczas lub po sporcie, ale to tylko na chwilę. Później mogę nawet zjeść kolację bez tabletki i cukier wraca do normy.

Wszystko zależy od wykonywanych ćwiczeń, intensywności, czasu, od tego zależy czy cukier w trakcie spadnie i trzeba wcześniej jeść banana czy w przypadku insuliny, dostrzyknąć trochę przed treningiem.

Teraz jestem mega szczęśliwy bo chyba od 2 czy 3 lat nie miałem spadku cukru, a to naprawdę do przyjemnych nie należy.

Od czego zacząć?

To zależy, powiem Ci jak było u mnie.

Rower Wheeler którym dojechałem do pracy
Lubię jeździć na rowerze. Pomaga utrzymać kondycję i zwiedzać Warszawę.

Byłem grubaskiem, więc bałem się o stawy, zacząłem więc nieśmiało, od roweru, ale szybko przeszedłem na biegi.

Okazało się, że gdzieś możliwości są, bo mogę biegać 30 minut bez przerwy. Co prawda płuca wypluwałem,a przebiegałem raptem 3,8 km.

Później były dwa dni przerwy, no bo zakwasy. Później się znowu nie chciało.

Były też podejścia na siłownię, ale bez pomysłu, ładu i składu, nie mogło się udać.

Zmiana

No i w końcu nastał ten moment, kiedy trzeba było się wziąć za siebie na poważnie, a więc wstałem i zacząłem biec.

Zaczęło się od 4,2 km w 30 minut. Biegałem praktycznie codziennie.

Najpierw liczyłem czas i patrzyłem ile mi się uda osiągnąć. Później biegałem po 5 km.

Dorzuciłem boks, zakochałem się w nim. Nie dość że jest maszyną do zrzucania kilogramów to jeszcze widzę jak rozwija mięśnie.

Uczy mnie także pokory, myślenia, refleksji i ciosów. Chodzę aktualnie dwa razy w tygodniu, ale już myślę o tym, jak to zwiększyć, teraz ciężko bo dzieci mają wakacje, ale coś wymyślę.

Aktualnie 5 kilometrów przebiegam w trochę ponad 27 minut, dorzuciłem więc także wybieganie na 10 km.

Ostatnio udało mi się poprawić swój wynik na 10 km o ponad 10 minut i wyszło tego 1:03:30.

To wszystko sprawia, że cukry są w normie, forma rośnie, a endorfiny w organizmie są dostarczane non stop.

No, ale jak ja mam zacząć?

To zależy od wielu rzeczy. Od Twojej aktualnej formy, wagi, cukrów, od tego co chcesz osiągnąć.

Przy cukrzycy ważne jest żebyś zaczął od wizyty u diabetologa, ale mądrego, takiego co inwestuje w wiedzę, a nie w książki z lat 70′.

Masz nadwagę? Przejdź się także do dietetyka. Porozmawiaj o swojej diecie i o tym co należy zmienić. Przygotuj sobie swój jadłospis z ostatnich 3 dni, może wykonaj podstawowe badania.

W pierwszym i drugim przypadku nie oszukuj! To dla Twojego dobra.

Kiedy już zaczynasz się zabierać za ćwiczenia to wybierz te, które pokochasz i nie zrujnują Ci zdrowia.

Jesteś za ciężki i boisz się o stawy? Zacznij od spaceru, roweru, pływania, może aqua aerobic?

Siłownia? Przyjdzie na nią czas, ale najpierw zainwestuj w trenera, niech Ci pomoże, pokaże.

Później dołącz bieganie, szczególnie jeśli masz w okolicy piękne lasy, znajdź jakieś sztuki walki – boks, karate, jiu jitsu? Coś co pokochasz.

Nie odpuszczaj, szukaj nowych wyzwań i zawsze dostrzegaj pozytywów.

Nawet kiedy masz zły dzień to lepiej przebiec lub przejść 30 minut, 5 km niż nie robić nic.

Mi też się czasami nie chce, ale zagryzam zęby, a jak mnie coś boli to boleć przestaje 😉

Kiedy biegnę i jest ciężko to nie patrzę na zegarek i nie mówię „o jezu dopiero 1 km lub dopiero 10 minut za mną” tylko kiedy biegnę np. 5 km to mówię – „o już 20% za mną” lub „jeszcze tylko 10% dzisiejszego treningu”.

To pomaga 😉

Do tego zaplanuj sobie playlistę, ulubione piosenki i zabieraj je ze sobą.

Ćwicz, ruszaj się, a będziesz w formie może i do setki 😉

Powodzenia.

Tagi
Pokaż więcej

Podobne artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Back to top button
Close